Bankier inwestycyjny
Od miesiąca pisuję felietony do DGP, poniżej dwa ostatnie, na temat bankierów inwestycyjnych i poziomu mediów.
- Bankier inwestycyjny
Bankier inwestycyjny szybkim krokiem stąpa do stuletnich perskich dywanach, zmierzając do swojego gabinetu. Tam już czekają na niego koledzy, inni bankierzy inwestycyjni. Też są lepsi od zwykłych ludzi, ale nie zarabiają tyle co on, więc jest ich naturalnym liderem. Wszyscy siadają w miękkich fotelach ze skóry z penisa rzadkiego białego wieloryba, automatycznie włączają się funkcje aktywnego masażu pleców, który wspiera proces podejmowania decyzji. Unosi się dym z cygar i zapach porannego koniaku.
Tekst felietonu jest tutaj.
UPDATE (5 luty 2010): Operacja kasandra o której pisałem w felietonie właśnie się rozpoczęła.
- Głód sukcesu zajdamy porażką
Stajemy się społeczeństwem o twardych sercach i ciemnych umysłach, które wie, jakiego koloru buty w tym sezonie nosi Doda lub Cichopek, ale nie rozumie, z jak poważnymi problemami demograficznymi będziemy musieli się zmagać za dziesięć lat
Tekst felietonu jest tutaj
Uzupełnienie: link do klejnego felietonu z Dziennika GP: Reforma obywatelska

21 responses to "Bankier inwestycyjny"
Panie profesorze, nie chce mi się wierzyć ale w Szwecji Telia Sonera wprowadza właśnie w Sztokholmie internet bezprzewodowy o przepustowości 100MG, moje parametry (przy inwestycji 200EUR w dobry modem i wykupieniu jednego z najwyzszych pakietów) to – uwaga, w samym centrum Warszawy, 1500 w linii prostej od budynków rządowych – 0.5 MB, czyli 200 razy mniej. Mam pytanie czy to jest?
1.Brak konkurencji na rynku
2.Celowe działanie, mające na celu zwiększyć knowledge gap
3.Bo głupi i biedni Polacy tak mają
4.Cuś inne?
Są kraje które inwestują w internet i gospodarkę opartą na wiedzy, a są kraje które budują stadiony na jedną imprezę. Stadion widać i można wstęgę przeciąć, na 100MB nie ma wstęgi. To jest właśnie to CUŚ INNE.
Panie Profesorze – kolejne dwa ciekawe artykuły..
Wydaje mi się, iż nie ma możliwości walki z przedstawionym przez Pana opisem rzeczywistości mediów i ich przekazu. Zdecydowanie można zauważyć pauperyzację intelektualną społeczeństwa. Obserwując otoczenie widzę ogromne braki edukacyjne (w tym własne) oraz brak chęci poznawczych otaczających procesów i ich ewentualnych skutków. Większość społeczeństwa żyje z dnia na dzień nie przejmując się swoim losem za 5,10,15,20 – etc. lat, nie mówiąc już o zainteresowaniu przyszłością swoich dzieci, czy też wnuków. Rozrywkami intelektulanymi przeciętnego polaka jest kolejny odcinek ulubionego serialu, wiadomości oraz ewentualnie prasa codzienna (najczęściej Fakt lub Superekspress).
Nie wymagam od przeciętnego Kowalskiego czytania analiz gospodarczych, czy pełnego zrozumienia niuansów systemu politycznego, ale chciałbym aby każdy przeciętny obywatel posiadał choćby w najmniejszym stopniu wiedzę z zakresu:
- struktury i funkcjonowania Państwa oraz jego zależność w stosunku do organizacji międzynarodowych
- podstawy finansów publicznych
- podstawy ekonomii
- podstawy systemu prawnego
- umiejętność obsługi urządzeń teleinformatycznych
- podstawy chociaż jednego języka obcego.
W/w zakres wiedzy/umiejętności powinien pozwolić choćby w minimalnym stopniu do podejmowania bardziej racjonalnych decyzji oraz wyczulenia na zależności pomiędzy różnymi procesami w życiu gospodarczym i politycznym, które mają i będą miały wpływ na naszą przyszłość.
Sburgemejster,
Chyba jest tak, że ludzie, którzy choć trochę mają ciekawości świata, próbują niezależnie od wieku pogłębiać swoją wiedzę w zakresie, m.in. o którym piszesz.
Pytanie jakie się rodzi, co i jak zrobić aby systemowo zacząć wybudzać naszą polską większość – tych, o których piszesz żyjących z dnia na dzień.
Moja znajoma robiła badania w lubuskim wśród samotnych matek, rodzin z dużymi problemami społecznymi, biednymi.
Wyniki były zaskakujące na ponad 100 ankietowanych matek, rodziny, w których było biednie, okazało się że nie było internetu i telefonu komórkowego w zaledwie kilku przypadkach.
Obserwacja – ludzie potrafią znaleźć pieniądze na kontakt ze światem, ale narzędzia jakie dostają, służą tylko rozrywce nieczemu innemu.
Trzeba zadać sobie pytanie co powoduje że jedni mają chęć do odkrywania nowego a innym nie zależy. Może problem leży w tym że w głowie kołącze że i tak Państwo pomoże a pracować za X PLN nie ma sensu, nie opłaci się.
I jak dać tej większości wętkę a nie rybę (bez skojarzeń z autorem bloga)
Co o tym myślicie?
Dominik
Dominik wg. mnie jest kilka kwestii do rozwiązania:
1. problem systemu edukacji – wg. mnie reforma rozdzielająca licea na gimnazja i licea była ze wszech miar błędna… zarówno w kwestii psychologicznej, jak i edukacyjnej (ciągłe powtarzanie tego samego materiału)…
2. brak w zakresie nauczania od gimnazjum przekazywania wiedzy, o której pisałem wcześniej tj. ekonomii, systemu prawnego, politycznego, fin. publ., itp.. wg. mnie każdy maturzysta winien posiadać przynajmniej podstawy takiej wiedzy..
3. zmniejszenie barier w dostępie do wiedzy, ale nie tylko chodzi mi o system szkolnictwa, ale również o dostęp do internetu oraz w tworzenie elektornicznych zbiorów informacji (e-biblioteki) z możliwością łatwego wyszukiwania publikacji/materiałów na poszukiwany temat
4. zmiana systemu edukacji w szkolnictwie wyższym – studia płatne, ale dla studentów z odpowiednią średnią (np. 4,0) darmowe, a np. powyżej pewnych progów dodatkowe stypendia…
5. wprowadzenie do szkolnictwa wyższego większego udziału partnerów ze środowisk gospodarczych/rządowych/samorządowych i wdrożenie znacznie większej ilości zajęć typowo praktycznych odpowiadających potrzebom rynku… wg. mnie już na etapie studiów firmy powinny mieć możliwość wyłapywania studentów, którzy wg. nich będą przysparzali wartości dodanej dla ich organizacji
A chyba najważniejsze, ale nie widzę na to żadnego remedium to spowodować w społeczeństwie wzrost zainteresowania wiedzą -> z dowolnej dziedziny, pogłębiania jej oraz chęci do późniejszego wykorzystania …
Nie każdy musi być informatykiem/ekonomistą/(wstawić dowolne), ale mając chęci oraz swobodny dostęp do poszukiwanej wiedzy rozwijania się w dowolnym, wybranym przez siebie kierunku…
Oto moje krótkie przemyślenia
A pro pos ryby, to może taka Ryba każdemu by się przydała
Wiele z kwestii poruszonych powyżej będzie ujęte w eksperckiej strategii szkolnictwa wyższego do 2020 roku (szczegóły na uczelnie 2020.pl).
W Indiach telefony komórkowe (te najtańsze) są podstawowym dobrem biednego człowieka (a tam bieda znaczy co innego niż w Polsce). Po prostu telefon jest narzędziem przetrwania, kontaktu z rodziną, swposobem na pozyskanie zleceń itp. Gdyby nie telefonia komórkowa obszaary biedy na świecie byłyby znacznie większe (również w Afryce, polecam serwis m-pesa w Kenii).
Panie Profesorze, zacząłem zapoznawać się z przedmiotową analizą …
Dość ciekawe informacje uzyskałem od kolegi ze studiów doktoranckich – on pisze właśnie o szkolnictwie wyższym, a dokładnie o dofinansowaniu projektów naukowych…
Opowiadając o swojej pracy w ministerstwie i tymże systemie finansowania, w którym większość grantów jest przeznaczanych na zupełnie nieprzydatne z punktu widzenia rozwoju kraju badania, to aż się włos na głowie jeży..
To o czym w tym wątki a i we wcześniej pisanych rozmawiamy, to fundamentalne sprawy.
Rzucie okiem na ten link. Dla mnie fenomenalny bo pokazuje, że tematy o jakich mówimy, myślimy, zmiany, o których marzymy są nieobce innym.
http://blogs.hbr.org/haque/2009/07/today_in_capitalism_20_1.html
proponuję również poczytać komentarze.
Rzucam może smiałą propozycję aby spróbować w gronie osób, które pojawiają się w komentarzach spotkać się i spróbować zacząć tworzyć i proponować zmiany w formie usystematyzowanej, takie przejście do realu, ale nie na chwilę ale systematycznie – to proste nie jest.
Może to co napisze u niektórych będzie powodowało uśmiech ale wydaje mi się że to co tutaj się pojawia w formie dyskusji, jest bliskie wielu ludziom, dlatego może warto zastanowić się nad stworzeniem zaplecza merytorycznego dla nowego bytu na scenie.
Wierzę że jest miejsce dla merytoryki na naszej scenie politycznej, ludzie potrzebują pasji, a ktoś kiedyś musi zacząć to wdrażać…
Dominik – pomysł przedni …. Wydaje mi się, że wart jest rozważenia, a systematyczność takich spotkań nie jest wg. mnie aż tak wielkim wyzwaniem – działam dość mocno w Stowarzyszeniu Audytorów Wewnętrznych i spotkania odbywają się regularnie raz w miesiącu – frekwencja jest całkiem spora i skonsolidowała się grupa osób, które pojawiają się regularnie…
Najważniejsze pytanie – gdzie, jak często i pod czyimi auspicjami – może Profesora ??
Ma to sens, ale prosba o opinię Pana Profesora
Ja odnośnie tych bankierów inwestycyjnych i pozostałych.
Pytanie jak Mr President chce to zrobić, bo mówić to sobie można i nie widać skutków.
Ja bym zaproponował – także w Polsce – podatek od zobowiązań.
Pieniądze z tego mogły by trafiać do BFG i tam sobie leżeć.
Póki co banki dalej będą pożyczać pieniądze cudze i na nich zarabiać, póki im “portale pożyczkowe” nie zagrożą (nigdy?).
Poza tym zlikwidowałbym dofinansowanie kredytów z “rodziny na swoim”.
Ja odnośnie tych bankierów inwestycyjnych i pozostałych.
Pytanie jak Mr President chce to zrobić, bo mówić to sobie można i nie widać skutków.
Ja bym zaproponował – także w Polsce – podatek od zobowiązań.
Pieniądze z tego mogły by trafiać do BFG i tam sobie leżeć.
Póki co banki dalej będą pożyczać pieniądze cudze i na nich zarabiać, póki im portale pożyczkowe nie zagrożą (nigdy?).
Poza tym zlikwidowałbym dofinansowanie kredytów z
odziny na swoim.
Witam serdecznie wszystkich, postanowiłem po raz pierwszy wypowiedzieć się.
Padło pytanie co zrobić aby odwrócić skale zubożenia intelektualnego wśród społeczeństwa?.
Sburgemejster słusznie zauważył, że podział na Gimnazja i Licea był błędem. Generalnie gimnazja w obecnej formie to jedna wielka przechowalnia gdzie nie trzeba nic robić i się wysilać.
Po drugie – jak patrze na dzisiejsze społeczeństwo a w szczególności na młodzież szkolną to pierwsze co mi przychodzi na myśl to \praca u podstaw\. Tylko kto ma tę pracę wykonać ?!. Narzekamy na to, że młodzież się niczym nie interesuje, nie czyta książek itd, itp. A spójrzmy na siebie, oglądamy Tańce na lodzie, z gwiazdami i inne bzdety – nie mam nic przeciwko telewizyjnej rozrywce jako takiej – ale jeśli spędzamy godziny przed szklanym ekranem oglądając tego typu widowiska to mam wątpliwości czy jest to na dłuższą metę wzbogacające.
Dziwi nas, że zubażamy się intelektualnie, a jednocześnie według najnowszych badań ponad 60% polaków nie przeczytało w poprzednim roku żadnej książki !. Część (dokładnie nie pamiętam ile %) nie posiada książek w ogóle w domu ! – co dla mnie osobiście jest zupełnie nie do wyobrażenia.
Jeśli chodzi o kwestie tego dlaczego jednym się chcę coś robić a drugim nie……nie ma na to prostej jednoznacznej odpowiedzi, osobiście nazywam to \the mistery of the mind\
Jaki wpływ na gospodarkę, kondycję psycho-fizyczną i inne aspekty naszego życia będzie miało takie podejście trudno sobie wyobrazić. Osobiście wydaje mi się, że nic dobrego stety/niestety.
Czy można coś z tym faktem zrobić, myślę że tak. Tylko, że to zupełnie inny wątek.
Pozdrawiam
A propos felietonu “Głód sukcesu zajadamy porażka”.
Chyba ma Pan wiernych czytelników wśród twórców onetu:) nie trzeba było długo czekać:
http://wiadomosci.onet.pl/1595945,2677,1,czy_polacy_potrafia_sie_chwalic,kioskart.html
sburgemejster napisał:
1. problem systemu edukacji – wg. mnie reforma rozdzielająca licea na gimnazja i licea była ze wszech miar błędna… zarówno w kwestii psychologicznej, jak i edukacyjnej (ciągłe powtarzanie tego samego materiału)…
2. brak w zakresie nauczania od gimnazjum przekazywania wiedzy, o której pisałem wcześniej tj. ekonomii, systemu prawnego, politycznego, fin. publ., itp.. wg. mnie każdy maturzysta winien posiadać przynajmniej podstawy takiej wiedzy..
Problem tkwi gdzie indziej – polska szkoła nie uczy myśleć kreatywnie, a jest jedynie czystym dogmatycznym nauczaniem. Nie żąda myślenia twórczego, a jedynie odtwórczego. I tu jest cały problem. Oczywiście nie neguje to fakt, że w gimnazjum i liceum powtarza się ten sam materiał (i rzadko kiedy udaje się do w całości przerobić – prawie nikt na lekcjach historii nie dochodzi do historii powojennej). Jednak największym problemem oświaty jest nierozwijanie naturalnej kreatywności, a wręcz zabijanie jej. Uczeń nie ma nic wymyśleć, a jedynie powtórzyć, co było napisane w książce lub wykonać polecenie (zbyt duża kreatywność i “niewpasowanie się w szablon” grozi reprymendą ze strony nauczyciela i słabymi ocenami – czego najlepszym przykładem są matury, ich system oceniania odpowiedzi).
Jeden znajom, który podejmował próby rozwijania kreatywności wśród uczniów dobrego gimnazjum, poprosił podopiecznych o przedstawienie pewnego pojęcia abstrakcyjnego, jak oni to odbierają. Spotkał się z pytaniami “Ale jak mam to zrobić?” i zdziwieniem z ich strony, kiedy opowiedział, że to oni mają to przedstawić, jak oni to sobie wyobrażają i w sposób przez nich wybrany. Dla normalnego ucznia – “produktu” polskiego systemy edukacji – takie zadanie, wymagające kreatywności i pozostawiające jemu wolną rękę, jest niczym z kosmosu.
sburgemejster napisał:
4. zmiana systemu edukacji w szkolnictwie wyższym – studia płatne, ale dla studentów z odpowiednią średnią (np. 4,0) darmowe, a np. powyżej pewnych progów dodatkowe stypendia…
Wydaję mi się, że takie rozwiązanie może doprowadzić do patologii. Być może jestem uprzedzony, ale nie mam najlepszej opinii o systemie administrowania (szkoda, że nie zarządzania) uczelniami wyższymi – przynajmniej publicznymi, bo głównie takie przyszło mi obserwować.
Problem by się pojawiał, jeśli uczelnia dostawałaby równe pieniądze na każdego studenta z budżetu państwa (w skrócie B), a dodatkowo Ci, którzy mieliby średnią poniżej 4,0, płaciliby czesne (w skrócie C).
Mechanizm był by prosty – potrzebne są pieniądze na nowy budynek/wyższe pensje dla pracowników/jakikolwiek inny cel – uczelnia dyskretnie tworzy trudniejsze egzaminy, ale zarazem takie do zdania. W rezultacie otrzymuje pieniądze z B w przybliżeniu takie same jak wcześniej oraz o wiele większe pieniądze z C.
Już teraz funkcjonuje taki mechanizm – wystarczy oblać skutecznie dużą cześć roku i zmusić ich do wykorzystania wpisu rocznego (odpowiednio płatnego), by wydział mógł dokończyć budowę nowego budynku.
sburgemejster napisał:
5. wprowadzenie do szkolnictwa wyższego większego udziału partnerów ze środowisk gospodarczych/rządowych/samorządowych i wdrożenie znacznie większej ilości zajęć typowo praktycznych odpowiadających potrzebom rynku… wg. mnie już na etapie studiów firmy powinny mieć możliwość wyłapywania studentów, którzy wg. nich będą przysparzali wartości dodanej dla ich organizacji
Jak wyżej już napisałem, nie za bardzo bym wierzył w możliwości reformowania szkolnictwa wyższego. Niestety obecnie organizacja uczelni wyższych jest administracją w czystej postaci – istnieje by trwać. Jaka jest motywacja władz publicznych uczelni wyższym by podejmować taką współpracę z biznesem? Nie ma żadnych ekonomicznych motywacji do tego, a brak podejmowania współpracy z biznesem czy po prostu brak dbania o nowoczesność uczelni nie skutkuje np. utratą stanowiska. Przeciwnie, próby modernizacji kończą się źle – o czym przekonał się prof. Pacholski na UWr. Bo ważniejsze dla pewnej, silnej części uczelnianego establishmentu jest utrzymanie bezpiecznych, spokojnych miejsc pracy niż ryzykowanie z jakimś biznesem. Biznes jest zagrożeniem, bo w gospodarce panuje konkurencja. A na uczelni miła, domowa atmosfera, gdzie wystarczy zdobyć pewien stopień i da się uchować na etacie do emerytury, nie musząc przy tym nic publikować, ani wysilać się na wykładach (to jest oczywiście przejaskrawienie, choć w niektórych katedrach naprawdę panuje taki klimat).
Zamiany może przynieść jedynie mała rewolucja, czyli wprowadzenia jakiejś formy konkurencji. Zarówno w całym szkolnictwie wyższym, jak i wewnątrz uczelni. Zmiana systemu nadzoru i kierowania uczelniami. Zakończenie sytuacji, w której o tym, kto jest dyrektorem Instytutu decyduje Rada Naukowa, której przewodniczącym jest najlepszy przyjaciel dyrektora. Zmiana systemu, którego celem jest zapewnienie, że nic się nie zmieni i wszyscy będą mieli swoje etaty, bez względu na kompetencję czy osiągnięcia, na taki, którego celem będzie jakość nauki. Świetnym projektem jest http://www.uczelnie2020.pl, ale niestety może to nie wystarczyć – wszystko się rozbije o wolę polityczną.
Swoją drogą http://www.projektcollege.pl (na który wpadłem też przez stronę http://www.uczelnie2020.pl) jest piękną ideą i mógłby tchnąć nowe życie w polski system szkolnictwa wyższego
PS Chciałbym od razu zastrzec, że moje opinie nt. uczelni wyższych odnoszą się do części pracowników uczelni wyższych. Istnieje także duża grupa wykładowców-pasjonatów, który inspirują i zarażają pasją i często muszą płacić za niezgadzanie się z uczelnianymi VIPami (np. kończy się to zmianą uczelni przez wspaniałego naukowca i dydaktyka zarazem).
Dominik na razię widzę, że dyskusja zamarła, a poza nami o pomyśle realnego wejścia w temat nie porwał tłumów, a i Profesor nie wyraził zainteresowania …
@ sburgemejster, Dominik
Pomysły żeby się zebrać w siłę społeczną która przyspieszy modernizację Polski są coraz liczniejsze. Jednak w Polsce żeby taka siła mogła zaisnieć potrzebne jest dwa razy 100, sto osób i sto milionów złotych. Ponieważ szanse na zainstnienie takiej kombinacji są mizerne, pozostaje działaność obywatelska, która wywiera presję na istniejące partie.
Stąd inicjatywa obywatelska 10 ekonomistów, stąd list otwarty do premiera, i wiele innych mniej medialnie widocznych działań.
Pracuję nad pewnym projektem, z którym wiążę duże nadzieje. Nie jest to projekt polityczny, bo polityką się brzydzę, ale społeczny, na miarę XXI wieku, który będzie – mam nadzieję – budował kapitał społeczny (intelektualny) w Polsce i na tej bazie uruchomi pozytywne przemiany. Prace potrwają kilka miesięcy.
Panie Profesorze,
ale czy można się do tej inicjatywy obywatelskiej dołączyć?
w pierwszej kolejności pozdrowienia dla Wszystkich z miejscowości Chyrowa, gdzie drogi zasypane ale internet działa. Miejsce urokliwe bo jeszcze dziewicze i turystycznie odkrywane. Niedaleku Dukla leży
A pytanie moje jest proste i bezpośrednie, nie żeby się narzucać
Pozdrawiam
Dominik
Panie Profesorze dołączam się do pytania Dominika…
Panie Profesorze, jakby Pan poszukiwał wolontariusza do projektu, posiadającego doświadczenie w III sektorze (think thank, rzecznictwo(advocacy)), to także bardzo chętnie się zgłaszam.
Dziękuję wszystkim za deklarację gotowości do działania. Zaczynamy latem, będzie CALL TO ACTION na blogu!!!
Leave a reply