Marsz ślepych !!!
Międzynarodowa Agencja Energii opublikowała dzisiaj raport p.t. “Perspektywy technologii energetycznych. Scenariusze do 2050 roku”. Mogę się założyć o butelkę wina z najwyższej półki, że żadna gazeta o tym nie napisze w poniedziałek, a jak już napisze to będzie na 15 stronie i zajmie 3 linijki. Im dłużej obserwuję publiczną debatę ekonomiczną w Polsce tym bardziej jestem przekonany, że obserwujemy “marsz ślepych”. Poświecamy całe strony temu czy spadek produkcji w danym miesiącu był przejściowy, czy wzrost PKB będzie 5 czy może 6%, czy RPP podniesie stopy procentowe w maju czy w czerwcu, a w 2008 roku raz czy dwa razy. W świetle wyzwań o których pisze MAE w swoim raporcie wszystkie wymienione wyżej zdarzenia ekonomiczne są zupełnie bez znaczenia. Dla porządku, żeby uprzedzić pytania od razu napiszę, że RPP będzie musiała podnieść stopy procentowe w 2008 roku bardziej niż dzisiaj oczekują rynki. Nie wiem czy to jest powszechna wiedza, ale Gabinet Cieni RPP , który składa się ze studentów SGH podniósł stopy procentowe w maju, a prawdziwa RPP nie. Moim zdaniem studenci mieli rację.
A teraz dlaczego uważam, że raport MEA zasługuje na artykuł na pierwszej stronie w największych polskich gazetach. Otóż, MEA stwierdza, że aby uniknąć armagedonu, czyli dalszego wzrostu emisji CO2 i takiego wzrostu temperatury naszego globu, który będzie prowadził do kataklizmu środowiskowego i gospodarczego (ponad miliard ludzi z powodu braku wody będzie musiało się przenieść, setki milionów zginą w katastrofach klimatycznych) potrzebny jest rozwój technologii które radykalnie ograniczą zużycie ropy naftowej i węgla. Aby to osiągnąć, cena prawa do emisji jednej tony CO2 powinna wynosić pomiędzy 200$ a 500$, w zależności od tego jak szybko pojawią się przełomowe innowacje. To jest jakieś od 5 do 10 razy więcej niż ich obecna cena rynkowa.
Ponieważ debata w Unii Europejskiej na temat sposobu płacenia ze emisje CO2 przewyższające poziom wynikający z porozumienia z Kyoto po 2013 roku ciągle trwa trudno ocenić jakie są skutki finansowe takich szacunków dla Polski. Ale licząc spod grubego palca, w 2005 roku emisja CO2 Polski wynosiła 285 mln ton, to jeżeli do 2020 roku mamy obniżyć emisję o 20%, wówczas według cen przewidywanych przez MEA może to nas kosztować od 11 do 28 mld dolarów rocznie (zakładam, dość realistycznie, że wszystko na co stać kraj na takim etapie rozwoju jak Polska to utrzymanie emisji lub nawet pewien wzrost, więc prawa do emisji ponad limit trzeba będzie kupić). Przypomnę, że PKB Polski w 2008 roku wyniesie około 550 mld dolarów, czyli w dłuższej perpesktywie mówimy o bezpośrednim koszcie dla gospodarki w wysokości 2-3% PKB rocznie. Koszty w rachunku ciągnionym są o wiele większe (bo takie obciążenia producenci muszą sobie odbić na konsumentach, wzrośnie inflacja, bank centralny będzie musiał podnieść stopy, więc wzrost gospodarczy się obniży).
Polska jest w szczególnie trudnej sytuacji. Mało kto wie, że za najdalej pięć lat w Polsce zabraknie prądu, bo od czasów późnego Gierka prawie nie zwiększano mocy wytwórczych energetyki. Starsze pokolenie pamięta jeszcze dwudziesty stopień zasilania, za kilka lat młode pokolenie sobie uzmysłowi jak to jest, gdy wieczorem nie można odpalić Internetu, bo zwyczajnie nie ma prądu. Ktoś zapyta, jak to możliwe, że nikt nie pomyślał kilka lat temu, że może zabraknąć prądu i że trzeba rozpocząć inwestycje w nowe bloki energetyczne, bo te inwestycje trwają ponad 5 lat. Nie wiem jak to możliwe, to ślepota strategiczna jakaś. Politycy tak się zapatrzyli w słupki popularności, że niewiele zza tych słupków widzą. A czy ktoś się zastanowił jak my zorganizujemy euro 2012 bez prądu. Jak Platini przyjeżdża do Polski kontrolować postępy w budowie to zadaje złe pytania. Zamiast pytać czy będzie stadion na czas powinien spytać, a prąd będzie? Może na oświetlenie stadionów i na transmisję w telewizji prąd będzie, ale potem goście wrócą do ciemnych hoteli i restauracji. Jak ktoś uważa, że fantazjuję, to proszę sobie poczytać o problemach Afryki Południowej z przerwami w dostawie prądu. Jeszcze kilka lat temu tematu nie było, dzisiaj mają black-outy na co dzień, wzrost gospodarczy siada i wszyscy się zastanawiają, jak sobie poradzą z organizacją mistrzostw świata w piłce nożnej w 2010 roku. Ale oni przynajmniej zaczęli inwestować na potęgę, za kilka lat będą mieli kilka tysięcy nowych megawatów, a u nas nie inwestuje się prawie nic. Może chociaż przyrost naturalny wzrośnie jak będzie ciemno, tak jak po wprowadzeniu stanu wojennego, chociaż wtedy nie było żadnych atrakcji, a dzisiaj nawet po ciemku można posłuchać iPoda czy pogadać przez komórkę, do ostatniej kropli energii w baterii.
Jednak wypada raczej płakać niż się śmiać. Po pierwsze Polska i inne kraje Nowej Europy zostały “wycyckane” przez kraje starej Europy w debacie o emisji CO2. Jako rok bazowy do liczenia zmniejszenia emisji CO2 wzięto rok 2005. Tymczasem w latach 1990-2005 Polska obniżyła emisje CO2 o 14%, a na przykład Holandia zwiększyła emisję o ponad 30%. Ponadto kraje rozwinięte EU importują olbrzymie ilości towarów z Chin i innych krajów, ktore stosują “brudne” technologe. Gdyby to policzyć to okazałoby się, że kraje starej Unii bardzo znacząco zwiększyły swój wkład w globalną emisję CO2. Obecny system redukcji CO2 forsowany przez KE tego nie uwzględnia, przez co jest niesprawiedliwy i uderza bardzo mocno w perspektywy gospodarcze Polski.
Na przykład prowadzimy bardzo głęboką debatę na temat kosztów i korzyści wejścia do strefy euro. Dyskutujemy jaka data byłaby optymalna. W świetle tych wyzwań to mocno jałowa dyskusja, bo po pierwsze do euro nie wejdziemy bez prądu, a po drugie przy takich kosztach emisji CO2 wzrost gospodarczy siądzie jeszcze bardziej niż wynikałoby tylko z braku prądu. W ciągu kilku lat rynek energii/CO2 wygeneruje potężny szok stagflacyjny w Polsce (wyższa inflacja i niższy wzrost).
Co można zrobić z tym problemem? Proponuję zakończyć “marsz ślepych” i przejrzeć na oczy. Uważam, że o wiele ważniejsze od miesięcznych danych o produkcji przemysłowej są miesięczne dane o rezerwach mocy energetycznej kraju, szczególnie latem oraz dane o emisji CO2. Te dane powinny być regularnie dostępne i być przedmiotem publicznej debaty. Uważam, że należy w trybie pilnym budować koalicję w Europie i na świecie w celu odejścia od systemu liczenia emisji CO2 opartego na produkcji, w kierunku systemu limitów CO2 opartego na konsumpcji (z uwzględnieniem “importu i eksportu CO2″ przez handel zagraniczny). Powinniśmy w tym celu wykorzystać wybitne umysły w dziedzinie ochrony środowiska jak np. prof. Dieter Helm .
Jeżeli nie zaczniemy działać “wczoraj” to już za kilka lat wzrost gospodarczy w Polsce gwałtownie spowolni a inflacja wzrośnie. Nie wejdziemy do strefy euro, a mistrzostwom Europy w piłce nożnej 2012 będą towarzyszyły codzienne black-outy. Chociaż to ostatnie podobno działa na naszą korzyść, bo po black-outach podobno strzelamy bramki. Wzrostu gospodarczego nie będzie, ale za to Polska może zostanie mistrzem Europy w piłce kopanej. Jak pisał Grzesiuk, Polak w dziurawych portkach, ale zawsze honorny.

20 responses to "Marsz ślepych !!!"
Rzepa napisala o MAE… tylko dlatego ze przewiduje obnizke zuzycia ropy w 2008. Czy Panska prognoza nie wspomienia o artykule sie sprawdzila.
Dziś referendum w Irlandii. Czy wolałby Pan aby Irlandczycy zagłosowali na TAK czy na NIE ?
Slask sie zabezpiecza
http://biznes.onet.pl/0,1767746,wiadomosci.html
W ankiecie Reutersa prawa EUA w 2008 średnio mają kosztowac koło 40 EUR. 200-500… muszę zobaczyc ten raport
, ale kojarzę że kara za nie-pokrycie emisji kosztuje 100 EUR, więc taka cena byłaby możliwa tylko w sytuacji, gdyby kara nie anulowała konieczności zakupu praw mimo jej zapłacenia (i chyba faktycznie tak jest).
Myślę, że ten wpis mógłby przeczytac wicepremier Pawlak i wreszcie wyjaśnic sytuację przydziału praw dla poszczególnych branż i firm aby mogły podjąc realne działania w tej materii. Wszyscy czekają na decyzję w sprawie projektu.
Poza obiecanym przydziałem praw istnieje wiele innych praktycznych utrudnień, które biznes napotyka w tej ważnej dla przyszłości materii –> jak zwykle chodzi o polski stan prawny, który czyni transakcje na prawach operacją ryzykowną –> aby system handlu prawami przyniósł porządany skutek przedsiębiorstwa muszą miec możliwośc zarządzania swoją pozycją, a więc handlu w transakcjach terminowych. Są podobno spore problemy interpretacyjne na tym polu (zresztą wogóle handel instrumentami OTC rodzi w tym kraju sporo problemów prawno-podatkowych, a międzynarodowe standardy w tej materii np ISDA są u nas ciągle egzotykiem). Jednym z takich case’ów jest sprzedaż terminowa praw –> delivery jest w dacie forwardowej i wtedy faktycznie mamy ruch w rejestrze administratora uprawnien –> podobno jedynym słusznym momentem sprzedaży dla kashue jest własnie odpowiedni wpis w rejestrze, więc dokonanie transakcji poprzez brokera nie jest aktem sprzedaży/kupna i jak tu handlowac?
Z rzeczy bardziej abstrakcyjnych czytałem, że są spore problemy z certfikacją praw emisji dla projektów w ramach pozostałch (poza EU ETS) systemów –> finansowanie wielu z tych projektów oparte jest na przyznaniu praw (z dyskontem) i sprzedaży ich na rynku (np funduszom), brak konkretnych regulacji odnośnie pełnej handlowalności tych praw po 2012 roku przy dużych opóźnieniach w procesie certyfikacji oznacza, że wielu inwestorów zacznie się wycofywac projektów.
Kolejny problem to brak konkretnego benchamrku dla ceny –> giełdy energetyczne w Europie mają małe wolumeny i potrzeba konsolidacji w tym sektorze –> słaby wolumen to brak arbitrażu –> efektem są różnice w cenach na tym samym typie praw…
Ale kiedys będzie lepiej
W każdym razie, jak zwykle, Pana blog jest jednym z ciekawszych miejsc w siec miejsc w sieci (obok TED.com).
Koszt $200-500/Gt CO2 dotyczy redukcji emisji o 50Gt w stosunku do scenariusza BAU. W dodatku jest to koszt krancowy i tutaj przy wiekszych poziomach redukcji widzimy znaczny wzrost kosztow. Nie do konca jestem przekonany po pierwsze czy taka metodologia ma sens, a po drugie juz przy okazji innego wpisu na Panskim blogu pisalem odrobine o problemach z ograniczeniami poziomow wydobycia paliw kopalnych i dlatego wydaje sie watpliwe, aby taki poziom emisji (50-60 Gt/pa) zostal kiedykolwiek osiagniety.
Odnosnie naszych kochanych mediow to jeszcze trzeba pamietac, ze za ta publikacje trzeba zaplacic i to prawie 100 Euro. Po co placic tyle pieniedzy za cos czego sie i tak nie zrozumie
Z tematow, ktore nasze media systematycznie pomijaja jest rowniez spadek produkcji ropy w Rosji co przeklada sie na malejacy eksport.
1. Dlaczego bierzemy n poważnie te bzury o wpływie antropogennego CO² na klimat?
2. Wynalazłem obejście
http://www.arkiva.pl/artykul.php?id=52
http://www.eioba.pl/a16264/informacje_o_nowym_procesie_produkcji_gazu_palnego_wytopu_zelaza_produkcji
Panie Krzysztofie, co Pan myśli o takich doniesieniach agencyjnych?:
NBP miał 12,4 mld zł strat przez mocnego złotego
(PAP, dd/21.06.2008, godz. 08:49)
W ubiegłym roku Narodowy Bank Polski miał 12,4 mld zł straty wobec 2,6 mld zł zysku rok wcześniej – pisze “Parkiet”.
Dotychczas bank centralny odmawiał informacji na temat wielkości wyniku. Przyznawał się jedynie do tego, że wykazał stratę.
Ujemny wynik finansowy to konsekwencja aprecjacji złotego. Umacnianie się naszej waluty sprawiło, że zmniejszała się wyrażona w złotych wartość rezerw dewizowych banku centralnego. Ten mechanizm obniżył wynik o 15 mld złotych. Faktycznie strata była mniejsza, ponieważ bank czerpał dochody z innych rodzajów działalności.
W poprzednich latach aprecjacja złotego nie doprowadziła do powstania straty NBP, bo bank miał utworzoną wcześniej tzw. rezerwę rewaluacyjną.
Źródło:http://banki.onet.pl/1773902,wiadomosci.html
Dziękuję wszystkim za komentarze. Osobiście uważam, że temat CO2 jest dla Polski co najmnej tak samo ważny jak reforma finansów publicznych (a może ważniejszy). Tylko jeszcze to się nie przebiło do świadomości Polaków. Ekscytujemy się kwotą 67mld euro które dostaniemy z UE na podniesienie standardu życia (drogi, koleje, kanalizacja, inwestycje w innowacje i kapitał ludzki, etc.) Ale mało kto jeszcze rozumie, że jeżeli Polska emituje 200 mln ton CO2 rocznie (w monitorowanych instalacjach) i jeżeli od 2013 roku będziemy musieli prawa do emisji kupować na rynku, to przy cenie 50 euro to jest kwota 10 mld euro rocznie. A jak pisałem na blogu są scenariusze mówiące o jeszcze wyższych cenach. Dramat Polski polega na tym, że zużywamy per głowa o połowę mniej energii niż średnia unijna, ale emitujemy więcej niż średnia C02 per głowa, bo nasza energetyka jest w 95% oparta na węglu. Jak nasze zużycie ebergii będzie rosło (co jest pewne) to emisje też i koszty też. Dlatego jeżeli redukcje CO2 przyjmą bardzo poważną skalę i będą wpisane w unijne/światowe regulacje, Polska gospodarka przestanie się rozwijać. Oczywiście można powiedzieć, że te 10 mld euro do nas jakoś wróci w postaci wydatków na rozwój czystych technologii (chociaż to do końca nie jest jasne), ale taki mechanizm oznacza że gro ciężaru finansowego rozwoju nowych technologii będzie spoczywało na mniej rozwiniętych krajach, co jest absurdalne. Jedenym sensownym mechanizmem, jest zastąpienie limitów opartych na produkcji CO2 limitami opartymi na konsumpcji CO2. Ale jaki kiedyś wspomniałem o tym w międzyanrodowym gronie, to skoczyli mi do gardła (szczególnie brytyjczycy). Bo CO2 to po prostu brutalna gra interesów, i my właśnie nasze polskie interesy w tej grze przegrywamy. A gazety zamiast pisać o tym, co naprawdę ważne, i co może kosztować nas miliardy euro, to się ekscytują faktem czy 14-latka usunie, albo czy Lolek to Bolek. Polskie piekiełko. Zamiast pisać o bzdetach, zajmijmy się wreszcie czymś do jest DRAMATYCZNYM WYZWANIEM ROZWOJOWYM dla Polski. I pytanie retoryczne. Czy jest jakaś długofalowa polska strategia docelowego modelu emisji CO2 (np. w 2030 lub 2050 roku), bo ta którą dla Polski skroiła KE jest nie do zaakceptowania.
W sprawie NBP, w warunkach takiej potężnej aprecjacji strata banku centralnego to normalne, już w 2004 roku była strata w wysokości 14 mld złotych w wyniku aprecjacji, tylko wtedy pokryto ją z rezerwy rewaluacyjnej
W sprawie referendum, Irlandia powiedziała nie i teraz Unia zamiast dyskutować o ważnych sprawach będzie przez pół rok kombinowała jak ratować traktat, który jest nsapisany skaldaliczną brukselską nowomową, której zwykły człowiek nie zrozumie, ma prawie 300 stron, nikt normalny tyle stron prawniczego tekstu nie przeczyta. Ponizej próbka z Trakatu: “Zgodnie z zasadą pomocniczości, w dziedzinach, które nie należą do jej wyłącznej kompetencji, Unia podejmuje działania tylko wówczas i tylko w takim zakresie, w jakim cele zamierzonego działania nie mogą zostać osiągnięte w sposób wystarczający przez Państwa Członkowskie, zarówno na poziomie centralnym, jak i regionalnym oraz lokalnym, i jeśli ze względu na rozmiary lub skutki proponowanego działania możliwe jest lepsze ich osiągnięcie na poziomie Unii.”
Normalnie mistrzostwo biuro-słowa. Kiedyś Słonimski napisał super recenzję sztuki pt. “Kartka papieru”. Napisał “To nie była kartka. To była rolka”. Dokładnie! Niech sie urzednicy z Brukseli zapiszą na korepetycje ze sztuki komunikacji, to może wtedy wyniki referendum będą inne. Anegdota mówi że pierwszy kodeks handlowy miał dwa paragrafy: 1. Na towarze musi być napisane w sposób zrozumiały co to jest za towar i do czego służy 2. Nie wolno oszukiwać. Polecam tę anegdotę biurokracji brukselskiej z ich tonami procedur i niezrozumiałą technomową.
Niestety nie ma dlugofalowej polityki energetycznej, choc jest po raz kolejny przygotowywana w perspektywie do roku 2030. Poprzedni dokument przygotowany jeszcze przez poprzednia ekipe w ogole pomijal fakt istnienia regulacji Unijnych w tym wzgledzie. Zakladany byl poprostu wzrost konsumpcji energii elektrycznej o 100%.
Takze w ramach budowania taniego panstwa nie pofatygowano sie do Brukseli aby przedstawic nasz punkt widzenia na limity CO2, a wprowadzenie obecnych regulacji moze zaowocowac nawet czterokrotnym wzrostem cen energii.
Panie Krzysztofie, z racji Pana doświadczeń zawodowych może Pana to zainteresuje
http://www.maslowska.pl/pliki_doc/List_ND.doc
Ludzie listy piszą, zwykłe, polecone …
Panie Krzysztofie, nie sposób przejść obojętnie obok Pana artykułu w ,,Financial Times”.
http://ft.onet.pl/11,13536,pora_na_przeksztalcenie_bis_w_swiatowy_bank_centralny,artykul.html
1) czy ten jeden bank centralny oznaczał by, że świat miał by mieć jedną walutę ?
2) czy ta wizja jest podzielana przez jakieś środowiska, czy to tylko Pana projekt ?
3) czy ten preojekt zakłada, że EBC pełnił by taką funkcję jak oddział okręgowy NBP dla Narodowego Banku Polskiego ?
No właśnie.
1)Jeśli nie będzie ogólnoświatowej waluty, to bank byłby ogólnoświatową fikcją, chyba że mógłby podnosić stopy w poszczególnych krajach, na co się nie zanosi.
2)Dlaczego szefem miałby być Chińczyk?
Jakby Hitler przystąpił do G8, to też mógłby być szefem?
Dlaczego dzielimy kraje na “rozwinięte” i “zwinięte”, a nie demokratyczne i niedemokratyczne. Kraje niedemokratyczne nie będą z nami współpracować, bo mają to w statucie. Chiny i Rosja nie zrobią nic dla dobra wspólnego bez wymuszenia. Moim zdaniem powinniśmy zwiększyć współpracę monetarną i handlową z resztą świata demokratycznego, a Chiny i Rosję wywalić z G8 i zgotować im zimną wojnę, która de facto już się toczy (nie z naszej inicjatywy), tylko jeszcze się wszystkim wydaje, że tak nie jest.
czyzby nastapil jakis przelom(ik) w dziedzinie energetyki?
http://www.dziennik.pl/zielony-dziennik/article222720/Ropa_nie_bedzie_nam_potrzebna.html
a centralny bank swiatowy z jedna globalna waluta zapobieglby stratom z powodow wahan kursowych, ale tez zyskom … i kto by byl na tyle odpowiedzialny aby tym wszystkim zarzadzac? zeby ogarnac sytuacje na calym swiecie? na prawde sadzi Pan ze zarzadzajacy taka instytucja bylby w stanie spojrzec na swiat globalnie jako na calosc a nie przez pryzmat swojego regionu?
ja jestem sceptykiem – prosze spojrzec na ECB i na to co sie dzieje w UE -> nie ma czegos takiego jak wspolna polityka zagraniczna i co wiecej sa nieustajace polityczne naciski (np ze strony Francji) na ECB aby ten wplywal na kurs euro/stopy po mysli francuskich politykow
Apel posłanki Gabrieli Masłowskiej z Lublina do wszystkich Polek i Polaków !
wygłoszony w sejmie 19 września 2008 roku
Rodacy !
Zwracam się z gorącym apelem do Polek i Polaków o podejmowanie wszelkich działań mających na celu obronę polskiego złotego przed likwidacją. Własna waluta jest jednym z ważnym symboli jedności naszego narodu a prawo do emisji pieniądza gotówkowego jest jednym z atrybutów suwerenności państwa. Dobrze prowadzona polska polityka pieniężna może, przyczyniając się do szybkiego wzrostu gospodarczego w naszym kraju, służyć pomyślności narodu polskiego.
Z ogromnym smutkiem przyjmuję deklarację premiera Donalda Tuska zapowiadającego dążenie do pozbawienia Rzeczpospolitej Polskiej prawa do prowadzenie własnej polityki pieniężnej w 2011 roku. Pytam się – dlaczego wielu z nas tak łatwo godzi się na pozbawianie naszego państwa jednego z ostatnich atrybutów suwerenności ? Czy wolno nam zapomnieć o tym, że dzieje narodu to sztafeta pokoleń ?.
Jesteśmy zobowiązani bronić suwerenności Polski nie tylko dla nas. Powinniśmy to czynić z wdzięczności dla tych, którzy za Polskę umierali, którzy dla ponosi ofiary, którzy przez 123 lata dążyli do tego aby odzyskać niepodległość, aby Polacy mogli sami się rządzić, dla tych, którzy w okresie II Rzeczpospolitej powołali do życia złotego i Bank Polski. Współpraca międzynarodowa jest rzeczą pożądaną i słuszną. Nie wolno jednak zgadzać się na to, by odbywała się ona kosztem faktycznej likwidacji państwa polskiego.
Niektórzy mówią, że trzeba przekazywać nasze polskie kompetencje w ręce Unii, gdyż stanowi to rzekomo “inwestycję w lepszą przyszłość naszych dzieci i wnuków”. Uważam, iż takie stawianie sprawy jest obrażaniem przyszłych pokoleń Polaków. Sugeruje się bowiem, że ten przysłowiowy wnuk będzie skrajnym kosmopolitą, który nie zechce, aby istniało niepodległe i suwerenne państwo polskie.
Proszę o to aby wszyscy państwo którzy opowiadacie się za przekazaniem Narodowego Banku Polskiego w ręce obce odpowiedzieli sobie na pytanie: czy my naprawdę chcemy odebrać prawo do prowadzenia własnej polityki pieniężnej przyszłym pokoleniom Polaków ?
W tym roku obchodzimy 90 rocznicę odzyskania przez Polskę niepodległości a także 90 rocznicę Powstania Wielkopolskiego. Prymas Tysiąclecia kardynał Stefan Wyszyński powiedział kiedyś ,,Jest olbrzymią wartością zrozumieć znaczenie wolności dla narodu, zrozumieć, jak wielkim jest ona dobrem i własnością, że żaden naród nie może zrezygnować ze swoich praw do wolności i z własnych zadań, że nie wolno tych praw nikomu oddawać, że obrona ich jest obowiązkiem moralnym, a rezygnacja z nich jest zdradą”.
Stanowczo odrzucam jako nacechowane rezygnacją twierdzenie, że nadejdzie taki moment, w którym nasza waluta narodowa – polski złoty ulegnie likwidacji. To czy taki moment faktycznie nadejdzie zależy bowiem wyłącznie od nas wszystkich, od naszej determinacji. Mówi się czasami, że Traktat Akcesyjny przesądził już musimy złotego zlikwidować. Absolutnie się z tym nie zgadzam Przyszłości nie znamy, możemy ją tylko przewidywać. Poza tym każde prawo stanowione można zmienić. Po wtóre nie jest wykluczone, że strefa euro kiedyś się rozpadnie.
Nikomu z nas, zwolenników złotego, nie wolno ani przez moment zwątpić w sens naszej walki jak również w ostateczne zwycięstwo. Przypominamy, że Duńczycy i Szwedzi w referendach obronili prawo swych krajów do prowadzenia własnej polityki pieniężnej.
Nie walczymy przeciwko komuś ale o coś. Nie chcemy nikomu nic zabierać, chcemy tylko bronić tego co nasze, co polskie. W tej działalności potrzebny jest każdy komu nasza Ojczyzna nie jest obojętna.
Bezwzględnie żądam, aby w sprawie ewentualnej likwidacji naszej waluty narodowej – polskiego złotego oraz co się z tym wiążę likwidacji prawa Polski do prowadzenia własnej polityki pieniężnej zostało przeprowadzone referendum. Trzeba zadać wszystkim mającym prawo głosowania obywatelom Rzeczpospolitej Polskiej pytanie ,,czy opowiada się Pan / Pani za likwidacją polskiego złotego i przystąpieniem Polski do strefy euro ?”
Proponuję, aby działające w naszym kraju partie polityczne podpisały wspólną deklarację, że akceptują ideę referendum w tej sprawie i że bez uprzedniej zgody wyrażonej przez Naród w drodze odrębnego referendum akcesji Polski do Eurlandu być nie może.
Wyrażam swój zdecydowany sprzeciw wobec koncepcji przystąpienia Polski do strefy euro. Przypominam, że skutkiem likwidacji polskiego złotego byłoby przekazanie polskich praw suwerennych w dziedzinie polityki pieniężnej z Polski za granicę, z Warszawy do Frankfurtu.
Suwerenność monetarna daje prawo polskiej władzy ustawodawczej do określania celów polskiego banku centralnego, instrumentów jego polityki oraz sposobu usytuowania polskiej władzy monetarnej w strukturze organów władzy państwowej.
Ostrzegam, że nie istnieją żadne procedury wychodzenia ze strefy euro !.
Należy przypomnieć, że wprowadzenie euro traktować trzeba jako ważny krok na drodze do budowy Europejskiego Państwa Federalnego, którego budowa może odbywać się tylko i wyłącznie na gruzach państw narodowych. W tym sensie należy stwierdzić, iż ewentualna likwidacja polskiego złotego stanowiła poważny krok w kierunku likwidacji państwa polskiego.
Zwracam się do wszystkich tych Polaków, którzy pracują w bankach komercyjnych i spółdzielczych, biurach maklerskich, Towarzystwach Funduszy Inwestycyjnych, Otwartych Funduszach Emerytalnych oraz innych instytucjach finansowych działających w naszym kraju i mających kontakt z mediami o odważne powstrzymanie się od wszelkich wypowiedzi mających na celu propagowanie koncepcji likwidacji naszej waluty narodowej.
Proszę również polskich dziennikarzy szczególnie tych pracujących w działach finansowych rozgłośni radiowych, telewizyjnych i gazet o obiektywne informowanie o argumentach zwolenników złotego. Jednocześnie dziękuję tych wszystkim osobom które już tak czynią, które na przykład udostępniają łamy prasy obrońcom naszej waluty narodowej.
Apeluję do internautów o promowanie na stronach internetowych argumentów przemawiających na rzecz obrony prawa Polski do prowadzenia własnej polityki pieniężnej, o zakładanie własnych blogów służących temu celowi, o aktywność na wszelkich innych blogach. Proszę uczniów i studentów o pogłębianie swej wiedzy z zakresu polityki banku centralnego.
Wszystkich chętnych do jakiejkolwiek współpracy w tym zakresie proszę o kontakt z moim biurem poselskim. Mój adres strony internetowej to:
http://www.maslowska.pl
mail
gab33@op.pl
http://maslowska.pl/kontakt.php
Oświadczenie znajduje sie już na stronie sejmu RP
http://orka2.sejm.gov.pl/StenoInter6.ns … siazka.pdf
str..373-375
——
może warto pisać maile do pani poseł.,..że my żądamy referednum !, że jesteśmy narodem który chce bronić suwerenności swej Ojczyzny w referendum.
stenogram jest tu
http://orka2.sejm.gov.pl/StenoInter6.nsf/main?OpenForm
——-
może warto pisać maile do pani poseł.,..że my żądamy referednum !, że jesteśmy narodem który chce bronić suwerenności swej Ojczyzny w referendum !!!!!
——-
79 % Polaków chce referendum w sprawie wejścia Polski do strefy euro
http://www.pafere.org/index.php?option=com_content&task=view&id=288&Itemid=1
musze sie przyznac, ze zagladam na ten blog – kiedy chce sobie poprawic humor, bo znowu trafilem na kolejna strukture wiejącą bezsensem.
szkoda, ze nie ma wiecej aktualnych not – bo Krzysztofie wiara w narodzie upada
Dziękuję za dobre słowo, zapracowany potwornie byłem. Ale idą ciekawe czasy, nawet bardzo ciekawe, i w związku z tym planuję znowu regularnie pisać
http://video.google.pl/videoplay?docid=-5739634563260751371
..zachceam do OGLADNIECIA i zwrocenia uwagi na 36 minute i 10 sek na Liste Osob w TYM POLSKIE NAZWISKO
..jesli ten wpis moj zostanie UZUNIETY niczym sie PAN nie ROZNI od TEGO BALCEROWICZA czy TEGO PANA z 36 minuty.
Milych wnioskow.
panie Krzysztofie mam dla Pana ważna wiadomość, która może mieć wpływ na dalsze losy Polski a nawet szerzej – Europy.
——————–
Otóż doszedłem do wniosku, że
Polska (moim zdaniem) nie jest zobowiązana do przyjęcia euro !
————-
Są wątpliwości (moim zdaniem) czy myśmy w 2003 roku zgodziliśmy się na euro !
Myśmy zgodzili się na ,,jedną walutę” o niesprecyzowanej nazwie !
Traktat o UE, mówi bowiem, że docelowo celem UGiW jest utworzenie UGiW z ,,jedną walutą”.
Traktat nic nie mówi, że to ma być euro ! nie ma tam nazwy ,,euro”
To jest taki haczyk prawny
—————
Dopiero teraz eurokomisarze się zorientowali i dlatego chcieli wpisać do Traktatu z Lizbony zapis, że walutą UGiW jest euro !!!!!!!
————
Dlaczego to jest ważne ? otóż zawsze możemy stać na stanowisku, że Polska podziela cel o ,,jednej walucie” ale uważa, że powinno być to nie euro a waluta o innej nazwie (np. ,,euricos”) charakteryzująca (się tym, że będą istniały procedury restytucji walut narodowych !).
———————
Nie dajmy sobie wmówić, że w Traktacie z Maastricht jest mowa bezpośrednio, wprost, dosłownie o ,,euro” !
———-
Artykuł 2 (Traktatu o UE)
Unia stawia sobie następujące cele:
(…)
- popieranie postępu gospodarczego i społecznego oraz wysokiego poziomu
zatrudnienia i doprowadzenie do zrównoważonego i trwałego rozwoju, zwłaszcza poprzez utworzenie przestrzeni bez granic wewnętrznych,
umocnienie gospodarczej i społecznej spójności oraz ustanowienie unii gospodarczej i walutowej, obejmującej docelowo jedną walutę, zgodnie z
postanowieniami niniejszego Traktatu;
http://www.futurum.gov.pl/dokumenty/Traktat_o_Unii_Europejskiej.pdf
wprowadzenie waluty ,,euricos” i wprowadzenie do prawa wspólnotowego szczegółowych procedur restytucji walut narodowych było by zgodne z postanowieniami tego Traktatu.
Nigdzie bowiem ten Traktat nie zabrania aby ,,jedną walutę” nazwać ,,euricos” a także nigdzie nie zakazuje, aby ustanowić takie procedury !
——————–
Polska może popierać takie rozwiązanie
W obecnym stanie prawnym
- nazwę ,,euro” zamienia sie na ,,euricos” a strefe euro na strefe euricos
- następnie ustanawia sie wspomniane procedury
a potem poszczególne państwa przystępują do strefy ,,euricos”
———–
oczywiście i tak najlepiej domagać się zmiany Traktatu w taki sposób aby Polska nie miała obowiązku przyjmowania ,,jednej waluty”
—————
Z tgeo m.in powodu uzasadnione jest przeprowadzenie referednum w sprawie wejścia Polski do strefy EURO
Rząd opóźnia decyzję ws. unijnego pakietu klimatycznego. Z jednej strony warto renegocjować warunki na których Polska miałaby w pakiecie uczestniczyć (kwestia roku bazowego). Z drugiej strony powinniśmy wzmocnić nasze argumenty konkretnymi propozycjami (ciekawy pomysł liczenia śladu CO2 w oparciu o konsumpcję). To właśnie wokół pozytywnych koncepcji warto budować koalicję z innymi krajami regionu. Rząd celebruje sprzymierze środkowoeuropejskich biedaszybów, a Niemcy i Słowenia bogacą się na OZE.
Na spotkaniu na Columbia University z okazji 63 szczytu ZO ONZ Minister Sikorski na pytanie o priorytety polskiego rządu na grudniową konferencję COP14 w Poznaniu odpowiedział: “Jesteśmy krajem biednym, nie można od nas oczekiwać konsekwentnej redukcji emisji”. Kolejne pytanie dotyczyło polskiej pomocy rozwojowej. Minister dumnie deklarował, że Polska jako członek OECD i UE wspiera kraje rozwijające się środkami pomocowymi w wysokości ponad miliarda złotych. Biedni z nas bogacze.
Brak w Polsce wizji i umiejętności potrzebnych do budowania nowoczesnych strategii rozwojowych. Panie Krzysztofie, dziękuję za komentarze i próby rozkołysania polskiej myśli i wiedzy o państwie.
PS: Frankfurter Allgemeine Zeitung tak skomentował wojnę o krzesła:
“Polska naprawdę ma dużo szczęścia. Kiedy światowi przywódcy walczą ze skutkami kryzysu finansowego, dwóch najważniejszych polskich polityków kłóci się o miejsca w samolocie.”
Leave a reply